piątek, 26 czerwca 2020

Dlaczego robisz to co robisz i jesteś tu gdzie jesteś?

Są ludzie którzy kochają swoją pracę. Nawet jeśli ta miłość jest poza granicami mojej percepcji. 
Są też ludzie, którzy nienawidzą swojego zajęcia. Chodzą do pracy jakby za karę, a kiedy w niej nie są narzekają, że znowu będą musieli do niej wrócić. I tak aż do emerytury. Albo do śmierci.
Kiedy zastanawiam się co sprawia, że ludzie codziennie rano wstają do takiej a nie innej pracy, aby przez kilka czy kilkanaście godzin wypełniać bardziej lub mniej monotonne obowiązki przychodzi mi wiele przykładów odpowiedzi. Na pewno każda z hipotetycznie zapytanych osób miałaby inne powody, inne przemyślenia, motywacje i uczucia. 

Zapewne spodziewałabym się, że lekarz powiedziałby o misji, o możliwości ratowania ludzkiego życia. Policjant czy prawnik wspomniałby o wymierzaniu sprawiedliwości. Pisarz o dostarczaniu rozrywki, kreowaniu nowego świata, oderwaniu się od rzeczywistości. Rzeźbiarz o satysfakcji kiedy daje życie kawałkowi tworzywa. Przedszkolanka o tym jak kocha dzieci, o swojej opiekuńczości. Ogrodnik o możliwości pracy w pojedynkę czy bliskim kontakcie z przyrodą. Ekspedientka mogłaby cieszyć się z tego, że ma na co dzień kontakt z ludźmi.
Każda zadowolona ze swojej pracy osoba jest zadowolona z innego powodu. Czy to spełnienie zawodowe, poczucie misji, realizacja pasji, wysoka pensja czy też możliwość zarobienia pieniędzy aby móc wyżywić rodzinę. 


 Dróg do szczęścia jest wiele. Każdy musi odkryć tą swoją, jedyną, przeznaczoną właśnie tej konkretnej osobie. A praca stanowi znaczącą część życia człowieka. 
Jeżeli więc samo myślenie o pracy przyprawia cię o ból głowy, żyjesz od weekendu do weekendu, od urlopu do urlopu, czekając tylko na emeryturę, to jeśli masz taką możliwość, działaj, bo szkoda życia.
Zadaj sobie pytanie czego ty, nie twoi rodzice, bliscy, mąż, dzieci czy sąsiadka, chcesz od swojej pracy. Jaka powinna być, co ci dawać, czego od ciebie wymagać i jakie emocje w tobie wyzwalać. Ludzi jest naprawdę dużo i nie będzie na te pytania identycznych odpowiedzi, ale możliwości zatrudnienia również jest wiele. Często wystarczy trochę odwagi, gotowości, może zrobienia kursu czy podszkolenia się w jakiejś umiejętności. 


Ale trzeba działać. Tak aby później nie żałować, że tak znaczącą część życia spędziło się w znienawidzonym przez siebie miejscu, wśród znienawidzonych ludzi, wykonując znienawidzone czynności. Wtedy nawet ta wyczekiwana emerytura może nie dać upragnionego spokoju, radości
i satysfakcji.
Dlatego sobie i tobie mówię działaj, bądź odważnym człowiekiem, który własnoręcznie kieruje swoim życiem i pamięta, że jedyną stałą w życiu jest zmiana.

poniedziałek, 4 maja 2020

Seriale ostatnich dwóch lat. Co obejrzałam i co polecam?

Od ostatniego wpisu, w którym wymieniałam seriale które oglądam minęły ponad dwa lata. Tym samym seriale wówczas opisane zdążyły się rozwinąć o kolejne sezony lub nawet zakończyć. Odkryłam również masę nowych produkcji, które zawładnęły moim sercem (choć fascynacja Riverdale znikła gdzieś przy 9 odcinku i nie widzę dla nas przyszłości :) )
Jeśli chodzi o The 100 to czekam właśnie na siódmy sezon, który podobno ma być ostatnim. Szósty był fantastyczny, więc po kolejnym wiele się spodziewam.
The Good Doctor - właśnie zakończył się trzeci sezon. Świetny jak zawsze. Czekam na więcej.
Pamiętniki wampirów czy ich kontynuacja The Originals to seriale z którymi musiałam się już pożegnać. W takich momentach 5 czy 8 sezonów to zdecydowanie zbyt mało.
Jako coś co może próbować zapełniać pustkę po braciach Salvatore i Mikealsonach oglądam Legacies, aktualnie serial ma dwa sezony. Główne postacie miały swój początek w innych seriach, a epizodycznie pojawiają się bohaterowie znani z Pamiętników czy też The Originals. 



Odcinki są całkiem ciekawe, ale moim zdaniem przeznaczone raczej dla młodszej widowni niż osoby, które wychowały się na Pamiętnikach Wampirów. Dużo fantastyki, magicznych stworzeń, smoków, jest nawet feniks.

Serialem, który wciągnął mnie z całą możliwą siłą, był Lucyfer. Czekam na ostatni, piąty sezon i ze względu na pandemię, jeszcze trochę sobie poczekam, ale całość, wszystkie dotychczasowe cztery sezony - złoto. Zarówno pod względem fabuły, gry aktorskiej, psychologii, emocji. Wszystko gra jak mało kiedy.

Lucyfer (Serial TV 2016-2020) - Filmweb

Sama postać Lucyfera rozbija system, ale do tego poznajemy Amenadiela, Kaina czy Ewę. Polecam, jeśli ktoś jeszcze nie widział. Wątki przeplatają się niezauważenie. Przemiany wewnętrzne Lucyfera, miłości, piekło, Bóg i zagadki kryminalne.

The Crown to kolejny serial, który pokochałam od początku. Brytyjski klimat. Przepiękna scenografia i świetna gra aktorska. W międzyczasie poznajemy historię nie tylko królowej Elżbiety II ale również jej rodziny i polityków. Na razie trzy sezony, ale planowanych jest sześć. 

Kultura Osobista THE CROWN - czyli o najbardziej ambitnej ...

Serial, którym swego czasu żył cały Internet to "TY" i wcale się nie dziwię. Pochłonęłam oba sezony bardzo szybko. Bardzo głęboka warstwa psychologiczna, nieoczekiwane zwroty akcji, niebanalny scenariusz.

Zabić dla miłości - Marcos Siega - "Ty" [recenzja] - Głos Kultury

Younger i jego sześć sezonów ogląda się zdecydowanie zbyt szybko. Lekka historia Lizy, która aby dostać pracę podaje się za znacznie młodszą niż jest w rzeczywistości. Doprowadzi ją to w wiele miejsc, nie zawsze szczęśliwie.
www.gstatic.com/tv/thumb/tvbanners/16881279/p16...

Nie mogłabym nie wspomnieć tutaj o See. Przy tej produkcji nabrałam z całą pewnością przekonania, że osiem odcinków w sezonie to nieśmieszny żart. Powinno ich być przynajmniej dwa razy więcej. Przyszłość na Ziemi, gdy zdziesiątkowana ludzkość nie widzi, a wzrok staje się herezją. Przepiękna muzyka, kostiumy, ciekawa historia. No i Jason Momoa w roli głównej.

See: sezon 1 - recenzja - naEKRANIE.pl

Na koniec jedno z ostatnich odkryć, czyli Dom z Papieru przed którym wzbraniałam się długo, ale jak już zaczęłam to przepadłam. Czasem zbyt wiele ofiar, ale tak poza tym nie mam uwag. Momenty super śmieszne, wzruszające, ciągłe zaskoczenia. Nie sposób przewidzieć kolejnych kroków bohaterów.

Dom z papieru" z 5. sezonem! Dobrych wiadomości dla fanów ...

Seriali oglądam ostatnimi czasy tyle, że pewnie powstanie druga część tego wpisu w niedługim czasie, żeby nie był on zbyt długi. Muszę przyznać, że niewielki ich odsetek stanowią produkcje które mi się nie spodobały. Pojawia się też wiele oryginalnych historii, świetnie nagranych, przygotowanych, ze wspaniałą obsadą. Każdy może znaleźć coś dla siebie. Napady, miłość, kryminalne zagadki, medyczne przypadki, wampiry, czarownice, psychopaci. Przyszłość lub przeszłość. 
Niedługo wiele dobrych, prawie już kultowych seriali wypuści swoje ostatnie sezony (niech się tylko ta pandemia skończy) więc warto poszukać godnych zastępców dla nich. Może mniej znanego, a równie dobrego lub nawet lepszego. O tym też wkrótce wpis - o odkryciach serialowych i moich pierwszych wrażeniach z nimi związanymi.

piątek, 17 kwietnia 2020

Najlepsze płyty wszech czasów dla każdego.

O tym Dlaczego cała płyta góruje nad singlem? pisałam już kiedyś więc dzisiaj od teorii do praktyki. W sytuacji w jakiej jesteśmy, koronawirus, kwarantanna, siedzenie w domu, zapewne trudniej byłoby nam bez mediów i tworów artystycznych różnego rodzaju. Bez filmów, seriali, Pinteresta z pięknymi zdjęciami, blogów i muzyki właśnie. Więc jeśli szukacie nowych brzmień, wokalistów, zespołów,  przychodzę z zestawieniem moich ulubionych płyt, które ostatnimi czasy u mnie królują. Może w ten sposób poznacie kogoś na nowo. Nie patrząc przez pryzmat tego jednego singla z radia. Jest tu kilkanaście pozycji z praktycznie całego wachlarza muzycznego, więc każdy może znaleźć coś dla siebie.

- Daria Zawiałow


O Darii Zawiałow pisałam już w tym poście, ale nie zaszkodzi wspomnieć jak fantastyczna jest to wokalistka, artystka. Obie płyty, zarówno A kysz! jak i Helsinki biorę w całości. Praktycznie każdy z utworów na tych dwóch krążkach uwielbiam. Są to różnego typu utwory, utrzymane w klimacie rockowym i indie popowym.

- Michael Malarkey


 Michaela Malarkey'a możecie kojarzyć z Pamiętników Wampirów gdzie wcielił się w rolę Enzo. Gdy odkryłam, że jest on również wokalistą, przepadłam. Niski, ciepły głos, który w lirycznych, nieco niepokojących piosenkach brzmi fantastycznie. Michael wydał 3 płyty. Z czego najbardziej znane utwory pochodzą z Mongrels. Ja osobiście zakochana jestem w Graveracer, czyli najnowszej płycie.

- Michael Jackson


Myślę, że nikomu nie trzeba przedstawiać Michaela Jacksona, ale warto wspomnieć o dwóch płytach, które prawdopodobnie nie są zbyt znane. Mowa tu o Off The Wall z 1979 roku, pełnej tanecznych utworów disco. A także Xscape, która ukazała się już po śmierci Michaela. Polecam jednak  bardziej wersję oryginalną, bo jest zdecydowanie lepsza. 

- Nirvana

Klasyka klasyk, czyli Nirvana i Nevermind. Wiadomo, rockowe brzmienia. Ale oprócz Smells like teen spirit zespół ten zdążył stworzyć wiele innych wspaniałych utworów. Jeśli ktoś nie zna, serdecznie polecam.

- James Bay


Jeden z moich ulubionych brytyjskich wokalistów. Pokazuje się w swoich utworach z wielu stron. Podczas gdy płyty zachowują spójność. Każda stanowi swoistą odrębną opowieść. Każdy znajdzie coś dla siebie, bo jest w czym wybierać. 

- Krzysztof Zalewski


Krzysztof Zalewski jakiego znam rozpoczyna się od płyty Zelig właśnie. I jak na razie zostaje ona moją ulubioną, choć była znacznie trudniejsza do przyswojenia niż Złoto, które też jest pełne fantastycznych utworów. Jednak Zelig i ta odrobina psychodeliczności, niepokoju trudniej wpada ucho, ale jak już wpadnie to zostaje tam na długo.

- Foo Fighters


Foo Fighters stanowi jedno z moich odkryć zeszłego roku. Swoją drogą dzięki Nieodnalezionej Remigiusza Mroza. Tak czy inaczej nie wiem jakim cudem ten zespół pozostawał mi wcześniej nie znany. Moja znajomość ich dyskografii ma jeszcze wiele luk, ale większość moich ulubionych piosenek pochodzi właśnie z płyty Concrete and Gold, gdzie oprócz znanych utworów znajduje się też moja ulubiona The Line.

- Coma


Kolejna klasyka klasyk, czyli Coma. Na przestrzeni lat powstało wiele płyt, jednak ja szczególnie polecam Pierwsze wyjście z mroku, pełne piosenek które mają niepowtarzalny klimat. W moim przypadku jest to soundtrack do gorszych chwil, ale tak czy inaczej polecam.

- Kortez


Kortez już od jakiegoś czasu tworzy cuda. I jest to kolejny artysta, którego biorę w całości. Każdą płytę, utwór. W ciemno. Zarówno Bumerang, Mój dom, jak i wszystkie EP'ki i bonusy które przy okazji powstały to po prostu kawał dobrej muzyki. Dobrego tekstu. I oprawy instrumentalnej. Nie jest to kilka linijek powtarzanych w kółko do wygenerowanej komputerowo prostej muzyki. Po koncercie w styczniu, już nie mogę się doczekać na trzecią płytę.

- Lady Gaga


Nawet ku mojemu zdziwieniu znalazła się w tym zestawieniu płyta Lady Gagi. W innym stylu niż wcześniejsze. Dla mnie najlepsza jej płyta. Widać, bardziej naturalną wokalistkę, która czaruje pięknym głosem. Utwory zarówno do potańczenia jak i piosenki liryczne.

- Kwiat Jabłoni

Kasia i Jacek Sienkiewicz, którzy tworzą duet Kwiat Jabłoni, są jak opatrunek. Piękne, poetyckie teksty, delikatne, cudowne melodie. Coś na pograniczu folku i popu. Nie spodobało mi się to od razu, ale po drugim podejściu zakochałam się. Cała płyta Niemożliwe jest zdecydowanie do polecenia. Czekam na więcej.

- Guns'n'roses


Guns'n'roses towarzyszy mi od lat, a mimo to ciągle poznaję kolejne ich utwory, tyle ich się nazbierało przez te wszystkie lata. Szczególnie bliskie memu sercu są jednak płyty Appetite for Destruction oraz Use Your Illusion II. Olbrzymi wkład w muzykę, wspaniałe utwory. Cudowna oprawa instrumentalna i głos Axla, który zdaje się robić z nim wszystko co możliwe.

- Miuosh

Jeszcze pół roku temu zarzekałam się, że nic co chociaż leżało obok rapu i hip-hopu mi się nie spodoba. Wszystko zmieniło się wraz z piosenką Wizje, którą wykonywał Miuosh wraz z Piotrem Roguckim. Przepadłam. Po raz kolejny. Ale to co znalazłam po wgłębieniu się twórczość Miuosha przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Może dlatego, że jest to tak inne niż inne utwory rapowe. Głębsze, prawdziwsze, poetyckie. Na płycie POP szczególnie polecam Perseidy a także Tramwaje i Gwiazdy z Kasią Nosowską.

Słowem końca, sporo tego wyszło, ale wierzę, że ktoś może dzięki temu sam przepaść wśród czyjejś twórczości, tak jak i ja to zrobiłam na przestrzeni ostatnich miesięcy i lat. I nadal się zakochuję w kolejnych utworach, płytach, artystach.

Heavy trip - recenzja filmu. Heavy metal w filmie.

Podczas poszukiwań dobrego filmu w bezkresach Internetu natrafiłam na fińską produkcję. Znam fińskie zespoły rockowe, które tworzą świetną muzykę, więc film z metalowymi kawałkami brzmiał całkiem dobrze. Sam opis fabuły wydał mi się tak irracjonalny, że nie mogłam sobie odpuścić.


Całą historię widzimy oczami wokalisty zespołu, który od kilkunastu lat gra w piwnicy jednego z muzyków, a nigdy jeszcze nie miał okazji wystąpić przed publicznością. Wokalista ma na imię Turo, pracuje w szpitalu psychiatrycznym i jak się okazuje paniczny strach przed śpiewaniem na dużej scenie. Z mikrofonem w ręce wydaje się być niezwyciężony i silny, ale na co dzień długowłosy chłopak musi się mierzyć z wyzwiskami, szyderstwami i śmiechami mieszkańców swojego miasteczka, które wygląda jakby postęp i technologia nie bardzo tam docierała.  
Perkusista Jynkky, jest tym z chłopaków, który wierzy, że mogą osiągnąć sukces. Nie przyjmuje do wiadomości, że coś może być niemożliwe i... to robi, wbrew wszystkiemu. Realizuje wszystkie nawet najgłupsze pomysły. Do tego ma problem z fotoradarem, który zrobił mu już niezłą sesję zdjęciową i z jedzeniem, które czasem staje mu w gardle :)


Xytrax, to basista i geniusz muzyczny, zapamiętujący każdą melodię jaką w życiu słyszał. Introwertyk, spokojny, ale z bijącym od niego czymś niepokojącym.
Lotvonen to główny gitarzysta chłopaków, przebiera palcami po gryfie że prawie lecą iskry. Momentami narwany,  niecierpliwy i nerwowy, ale też pracowity. Pomaga swojemu ojcu w rzeźni reniferów. Tak, brzmi strasznie, ale weźmy pod uwagę miejsce. Finlandia - tam jest sporo reniferów.
Pojawia się również Oula, pacjent szpitala psychiatrycznego. Każdy gwałtowny ruch w jego otoczeniu skutkuje atakiem z jego strony. Uspokaja go ciężka muzyka. Okazał się również niezłym perkusistą. 

Naszym muzykom trafia się okazja na występ. Odwiedza ich organizator festiwalu w Norwegii. Postanawiają jechać. Zanim wyruszą jednak w drogę, dają jeden nieudany koncert w swoim miasteczku, kradną furgonetkę lokalnemu celebrycie i odwiedzają cmentarz (o co chodzi nie zdradzę :)) Po drodze muszą poradzić sobie z armią norweską, ale znajdują też sobie sojuszników w formie tamtejszych wikingów. Czy koncert dojdzie do skutku? Przekonajcie się sami.


Sam film może nie jest super genialną produkcją, ale ja uśmiałam się podczas oglądania jak chyba nigdy na żadnym filmie. Oczywiście jest to rodzaj humoru, który nie spodoba się każdemu, ale do mnie trafił. Czasem łączono komizm z tragizmem i wychodziło to całkiem nieźle, poziom groteski momentami szedł wysoko w górę. Chwilami teksty były nieco przesadzone, niektóre mi się nie podobały ze względu na ich odniesienia, ale były może trzy takie kwestie. Całość dla mnie była świetna, co więcej muzyka też była dobra. Może nie słucham aż tak ciężkich kawałków na co dzień, ale w filmie zdało to egzamin. Pojawia się oczywiście motyw miłosny, ale w naprawdę okrojonej formie. Gra aktorska jest specyficzna. Od Lotvonen'a, który wygląda jakby ciągle się doładowywał jakąś energią kosmiczną po Xytrax'a który jest wybitnie statyczny i niepokojąco spokojny, dodatkowo wygląda na wiecznie przerażonego. Produkcja pełna sprzeczności, niespodziewanych zwrotów akcji. Zabawnych i groteskowych sytuacji. 
Całości przyświeca myśl, że każdy ma swojego lwa, którego musi pokonać. Jest też druga filmowa sentencja, ale to zostawię w tajemnicy, dla oglądających film :)

wtorek, 7 kwietnia 2020

28. dzień kwarantanny

Ile dni zamknięcia w domu potrzeba, żeby wrócić na bloga? W moim przypadku 28. Cztery tygodnie. Prawie miesiąc. I wcale nie widać końca. A każdy z tych dni zlewa się z następnym. Przeglądając wpisy z przełomu roku i widząc wiarę w to jaki 2020 rok będzie wspaniały i niepowtarzalny, nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać. Choć niepowtarzalny będzie na pewno. Chyba nikt się jednak nie spodziewał, że będzie to taka wyjątkowość. Chyba jednak wolałabym, żeby był to rok taki przeciętny, bez szaleństw. A już na sto procent bez tego co widzimy teraz na każdym kroku. Śmierć. Wróg na każdym kroku, zaufanie społeczne sięga zera. Nie tylko to na ulicy wobec nieznajomych, ale też często wobec rządzących. Nikt tak naprawdę nie wie co się dzieje, jak sobie z tym radzić, kiedy to się skończy i co będzie później. Jaki będzie świat.

"Jaki będzie nasz świat 
I czy w ogóle będzie nasz
I czy w ogóle będzie świat" ~ Happysad "Nadzy na mróz"


Teraz tendencja wyszukiwania pasujących do obecnej sytuacji elementów w piosenkach, serialach, słowach wypowiedzi z przeszłości jest na prawdę duża, ale pewnie to normalne. Żyjemy tym co się dzieje wokół nas. Pokazuje też, jak bardzo wieloznaczne mogą być dzieła artystyczne. Słowa, obrazy, dźwięki. Bez których teraz nie byłoby łatwo. Gdyby nie artyści. Książki, muzyka, filmy i seriale. Teraz to doceniamy. Co zrobilibyśmy bez Internetu? Dostęp do twórczości, rozrywki, wiedzy. Praca zdalna, szkolnictwo (które nieźle daje popalić nawet na odległość). To wszystko teraz nie mogłoby mieć miejsca. Jak zwykle, docenienie przychodzi o krok za późno. Dopiero w sytuacji podbramkowej. Ile dałoby się teraz za wyjście do galerii na zakupy, do kawiarni z przyjaciółką, na spacer po mieście, do kościoła. Podróżować. Chodzić na koncerty. Można wymieniać bez końca. Zaklinam rzeczywistość, że kiedy to się skończy wszyscy to docenimy bardziej. Tylko na jak długo. Jak długo będziemy się cieszyć tym, że możemy spać spokojnie, bez obawy o życie swoje i bliskich. Bez zmartwienia jak poradzi sobie z tym ekonomia, gospodarka. Nasza psychika. Tak bardzo już nadszarpnięta, nawet u tych którzy do tej pory mieli się dobrze. Jeśli jeszcze kryzys nie przyszedł, nie ma się co oszukiwać, będzie gorszy dzień. Pewnie nie jeden. Pozwól sobie na to. A potem dalej. Jeden krok i drugi. Dzień za dniem. Aż to się skończy. 
Staram się znaleźć balans między działaniem, produktywnością a chwilami spokoju i relaksu, którego tak bardzo w obecnej sytuacji potrzebujemy.  Żeby nie wyjść z domu ze świadomością, że był to czas zmarnowany, ale też bez nerwicy. 
Trzymajmy się zdrowo. Psychicznie i fizycznie. Zostańmy w domach, choć jest coraz trudniej. Bądźmy odpowiedzialni. Nie tylko dla siebie, ale i dla innych. Zajmijmy czymś ręce, głowy, myśli. Będzie łatwiej, szybciej minie. Da początek czemuś dobremu. 

poniedziałek, 20 stycznia 2020

Blue Monday 2020

Jeden z wielu poniedziałków w tym roku, nazywany jednak enigmatycznie Blue Monday. Co się kryje pod tym pojęciem? Nazywany jest tak przedostatni poniedziałek stycznia i mówi się, że jest to najbardziej depresyjny dzień w roku, biorąc pod uwagę czynniki na przykład ekonomiczne i psychologiczne.

Znalezione obrazy dla zapytania: blue monday 2020"
Pewnie tkwi w tym ziarno prawdy, ale każdy ma lepsze i gorsze dni, być może Twój jest właśnie dzisiaj. A może wręcz przeciwnie - mógłbyś dzisiaj góry przenosić i uśmiech nie schodzi Ci z twarzy? Każdy z nas kroczy po swojej sinusoidzie humorów, motywacji, porażek i sukcesów. Nawet jeżeli statystyka mówi, że dzisiaj jest dzień na złe samopoczucie, bezsilności i narzekanie to chyba nie warto się temu poddawać. Niech to nie podziała na Twoją podświadomość. Staraj się zrobić tej statystyce na złość i mieć dobry dzień. Może zrób coś dla siebie. Wieczór pod kocem z ulubionym kryminałem w dłoni? A może długa odprężająca kąpiel? Czy jednak wyjście na siłownię lub zajęcia taneczne? Cokolwiek lubisz. Może potraktujesz ten Blue Monday jako okazję do poświęcenia chwili sobie, swoim pasjom, zainteresowaniom. Może tak spójrz na ten depresyjny dzień, przypomnij sobie co daje Ci radość :)

Green Book - recenzja filmu

Po obejrzeniu zwiastuna, który niezmiernie zaciekawiał, poczytaniu recenzji w prawie każdym przypadku pozytywnych i w końcu po przyznaniu "Green Book" Oskara za najlepszy film. Postanowiłam wybrać się do kina i na własne oczy zobaczyć tę produkcję. Oskarowe filmy są z reguły oryginalne, nie zawsze w dobrym tego słowa znaczeniu.



 Tym razem jednak nietuzinkowy scenariusz okazał się strzałem w dziesiątkę. Ponad miesiąc po polskiej premierze, w środku tygodnia na seansie był komplet widzów w każdym wieku. Podczas seansu nie raz wybuchaliśmy śmiechem, a czasem łza się w oku kręciła.



Akcja dzieje się w latach 60. ubiegłego stulecia. Historia opowiada o dwóch mężczyznach. Tony "Wara" Vallelonga jest włoskiego pochodzenia i pracuje jako ochroniarz. Bardzo skuteczny i o niezwykle silnej ręce. Kiedy lokal w którym pracuje zostaje zamknięty na czas remontu, Tony zmuszony jest poszukać nowego zajęcia. Może jedzenie hot-dogów na wyścigi to niezły pomysł na jednorazowy zarobek, ale nie na stałe. Dostaje propozycję posady kierowcy u Donald'a Shirley'a, który jest bogatym muzykiem i potrzebuje kogoś do obsługi jego wielotygodniowej trasy po całym kraju. Pianista jest czarnoskóry, co stanowi dla Tony'ego problem, gdyż jak wielu w tamtych czasach czarni stanowią dla niego nieco niższą klasę społeczną. Początkowo odmawia pracy, która wiązałaby się z opuszczeniem rodziny na tak długo, ale w końcu dostawszy zgodę żony decyduje się na wyjazd. 


Tak zaczyna się długa podróż po wielu miastach Stanów Zjednoczonych, z tytułową książką, będącą pomocą dla podróżujących Afroamerykanów.  Niestety miejsce do spania nie będzie jedynym problemem naszych bohaterów, ale nie będę tu zdradzać za wiele. Na pewno nie można się nudzić oglądając Green Book. 
Film pokazuje w genialny sposób różnicę charakterów obu bohaterów. Nie zgadzają się początkowo w żadnym punkcie, wręcz się nie lubię. Ale z czasem zaczynają rozmawiać, uczyć się od siebie nawzajem. Chociażby jak jeść kurczaka w panierce ;) Ale też jak pisać listy do ukochanej, tak aby z wrażenia miękły jej kolana i aby zazdrościły jej ich wszystkie koleżanki. Jesteśmy świadkami przemiany Tony'ego, który mimo początkowej niechęci do muzyka staje się jego przyjacielem i obrońcą. 



Gra aktorska? Wspaniała. Dopracowanie każdego szczegółu. Gestu i słowa. Stworzono absolutnie 
iluzję niesamowitą.
W skrócie, niesamowita historia, która mówi jak ważna jest równość ludzi wobec siebie, jak ważna jest rodzina i przyjaciele i jak pieniądze szczęścia nie dadzą, jeśli będziemy w wielkim pięknym domu sami, bez nikogo bliskiego.
Jeden z najlepszych filmów jakie widziałam ostatnimi czasy, dwie godziny minęły nie wiadomo kiedy i chciałoby się jeszcze. Rozśmiesza, wzrusza, skłania do refleksji. Oto Green Book. Ode mnie 10/10.

sobota, 18 stycznia 2020

Podsumowanie roku 2019

Ostatnie miesiące w roku ostatnimi laty jakoś uparcie rozmijają się z blogiem. Już nawet nie próbuję z tym walczyć, po prostu prędzej czy później tu wracam. Zazwyczaj z okazji Nowego Roku. Od tego minęło już ponad dwa tygodnie, ale nadal mamy styczeń. Czas na wystartowanie z nową kartą. W końcu każdy czas jest dobry na podsumowania, plany i zmiany. Od kilku lat poświęcam trochę czasu na analizę całego roku, podsumowanie moich działań. Przypomnienie sobie co też się przez te ostatnie dwanaście miesięcy u mnie zadziało. Pomagają mi w tym postanowienia spisane rok wcześniej i planner, który jest mi absolutnie niezbędny podczas codziennego planowania i szeroko pojętego ogarniania rzeczywistości.
Styczeń
Nowy rok zaczęłam wyzwaniem z Panią Swojego Czasu i kartami zadań, które pozwoliły mi efektywniej przeanalizować poprzednie dwanaście miesięcy i nakreślić plan działania na 2019 rok.
Luty
Był to miesiąc kiedy miałam dwa tygodnie ferii, więc zaraz po maratonie kartkówek na początku lutego skupiłam się na działaniach rozwojowych i przyjemnościach. Byłam też wtedy na przykład w kinie oraz ułożyłam puzzle z 1000 elementów.
Marzec
Marzec rozpoczęłam wyjazdem do Warszawy, gdzie spędziłam jeden intensywny dzień zakończony wizytą w teatrze. Następnego dnia zaś po raz drugi miałam okazję uczestniczyć w Balu Młodych. Zaraz później rozpoczęła się nieskończona kanonada sprawdzianów, kartkówek i wszelkich innych form sprawdzania naszej wiedzy. Nie żartuję, cały kalendarz na marzec mam zapisany szkolnymi sprawami. Dlatego aby nie zwariować, poszłam do kina na oskarową produkcję:Green Book. Jeden z najlepszych filmów które widziałam w zeszłym roku. Czas umilały również mecze piłki nożnej, z racji rozpoczętych właśnie w marcu eliminacji do Euro 2020.
Kwiecień
Miesiąc naznaczony strajkami w szkołach. Więc czas dosyć spokojny. W kwietniu były oczywiście święta Wielkiejnocy, ale także moje urodziny. Rozpoczął się czas odliczania do osiemnastki.
Maj
Tutaj powrót do szkolnej rzeczywistości a także pierwsza wycieczka rowerowa 2019 roku.
Czerwiec
Miesiąc ten rozpoczął się Nocą kultury i jest to wydarzenie na którym na pewno pojawię się również w tym roku. Zakończyłam również pierwszą klasę liceum, która okazała się wcale nie być taka zła jak wszyscy jej wróżyli.
Lipiec
Był to czas z jednej strony intensywny, bo odwiedziłam na przykład Zwierzyniec, kilka innych jednodniowych wypadów również się odbyło. Ponadto tydzień spędziłam z Dzianiszu niedaleko Zakopanego. Pogoda była piękna, więc udało się wdrapać zarówno na Dolinę Pięciu Stawów jak i na Giewont. Z drugie strony gdy w miesiącu jest tak wiele wyjazdów wybijam się z rytmu moich działać rozłożonych na cały rok, o czym więcej za kilka akapitów. Jestem mniej produktywna, a mój Habit Tracker ma zdecydowanie za wiele pustych okienek.
Sierpień
Dla równowagi sierpień był raczej spokojny. Głównym wydarzenie moim zdaniem była Gra na mieście. Wiecie, wzięcie gitary, tekstów piosenek i śpiewanie w centrum Starego Miasta w Lublinie. Coś niesamowitego. Zdecydowanie do powtórzenia w tym roku. Jak zawsze sierpień był również czasem przygotowań do szkoły, choć nie spieszyło mi się w 2019 do tego tak jak zazwyczaj.
Wrzesień
Rozpoczęty wyjazdem do Kozłówki, a następnie inauguracją nowego roku szkolnego. Pogoda była piękna, więc dużo biegałam.Moje włosy zmieniły tym miesiącu nieco kolor.
Październik
O ile pamięć mnie nie myli byłam właśnie w październiku na zajęciach tanecznych. Jakimś cudem nie mam tego w plannerze. Był to miesiąc bardzo ciepły, więc również robiłam kolejne kilometry biegu. Powoli wprowadzałam się w jesienny nastrój.
Listopad
W tym miesiącu byłam w teatrze a także na Synodzie Młodzieży. Poza tym, niestety, ale zawsze mam problem żeby jakoś umilić sobie ten właśnie miesiąc.
Grudzień
Grudzień to oczywiście Mikołajki, następnie Święta i na koniec Sylwester. To tak w skrócie wszystkim dobrze znanym. Ja sobie nieco zajęć dodatkowych do kalendarza zapisałam. Takich jak wykonanie świątecznych ozdób czy też bożonarodzeniowego obrazu. I jak się okazało była to praca wykonywana przeze mnie przez wiele długich godzin, dłużej niż każda inna wcześniej. Udoskonalałam grę kolęd na gitarze, uczyłam się języków obcych. Po świętach nadszedł czas podsumowań, snucia planów na przyszły rok i poszukiwań słówka na 2020, o którym już niedługo w oddzielnym wpisie. 
 

To na tyle w chronologicznym spojrzeniu. Jeśli chodzi o cele realizowane przez cały rok to było ich bardzo dużo, bo aż 36 z czego udało się zrealizować ponad 70%, więc jestem jak najbardziej zadowolona. Tak w skrócie:
- Chodziłam kolejny rok na zajęcia literackie
- Zrobiłam 180 treningów, a 240 razy praktykowałam jogę
- Nauczyłam się nowych słówek i zwrotów w językach obcych
  • 600 z hiszpańskiego
  • 255 z portugalskiego
  • 363 z norweskiego
  • 240 z włoskiego
- Narysowałam/namalowałam 42 rysunki oraz nabyłam tablet graficzny, co pozwala na tworzenie nowego rodzaju prac. Dodatkowo przekonałam się do farb i zaprzyjaźniłam się z akrylami.
- 149 razy miałam w szkole zdrowy lunch
- Przebiegłam 100,5 km, czyli udało mi się w końcu zrealizować ten cel, który w zeszłym roku nie wyszedł
- Obejrzałam 56 filmów
- Przeczytałam 50 książek
- Nauczyłam się grać 12 nowych piosenek na gitarze
- Byłam na 5 wycieczkach rowerowych
- Odwiedziłam 3 kawiarnie
- Brałam udział w kilku sesjach zdjęciowych z super dziewczynami
- Podszkoliłam się w śpiewaniu
- Miałam średnią 5,0


Jak tak teraz sobie patrzę na te wszystkie wydarzenia, osiągnięcia, to dochodzę do wniosku, że ten rok był udany. Mimo, że sporo rzeczy nie wyszło. Był dobry. Ale chcę więcej. O tym co planuję na 2020 niedługo będzie wpis. Także o moich odkryciach i inspiracjach minionego roku oraz topowych dla mnie książkach, filmach i serialach, które wpadły w moje ręce w 2019 roku.
Tak więc życzę Wam Dobrego Nowego Roku! Niech 2020 będzie wspaniały :)