sobota, 12 stycznia 2019

Podsumowanie roku 2018

Co nieco z podsumowania minionego roku było TU, ale teraz w pierwszym roboczym tygodniu wróciliśmy powoli do życia. Mimo, że trzy pierwsze dni w szkole w tym roku już za mną, to tak naprawdę była to dla mnie tylko krótka przerwa od świętowania. Ale od znielubionego przez psychologów poniedziałku :) wróciłam do mojej rutyny, która wcale nie jest taka rutynowa :). Nadszedł czas konkretnego podsumowania, wyciągnięcia wniosków i zestawienia tego z planami na bieżący rok, taki była główny plan na bieżący tydzień.


Tak więc po kolei, od początku, co się działo w tym roku:
1. Styczeń
Głównym wydarzeniem wówczas był nasz bal gimnazjalny. Przygotowywania, próby, a później noc wspaniałej zabawy. Nie obyło się od wpadek, ale wyszło dobrze. We wspaniałym gronie, z całkiem niezłą muzyką. Nogi później bolały, ale było warto.
2. Luty
Wówczas miały miejsce dwa fantastyczne wydarzenia. Zaczęłam tygodniowymi warsztatami w Częstoborowicach. Mimo, że początkowo nie znałam tam prawie nikogo i niełatwo było się odnaleźć, to szybko się to zmieniło. Z tak wspaniałymi ludźmi nie mogło być inaczej, po tych kilku dniach żal było odjeżdżać.
Zaraz po warsztatach i pobytach w WDM'ie odbył się XXIV Bal Młodych w Lublinie. Setki osób, wielka sala, świetna muzyka. Zaczęłam rok tanecznym krokiem, zdecydowanie. :)
3. Marzec
Czas targów edukacyjnych i dni otwartych w liceach. Decyzje dotyczące wyboru nowej szkoły.
4. Kwiecień
Czas intensywny, bo wtedy miały miejsce moje Egzaminy Gimnazjalne. Pisałam już o tym szerzej TU. Tak czy inaczej przez to miałam mniej czasu na moje inne aktywności, co odczułam nieco później, ale opłacało się nieco bardziej przyłożyć do nauki, bo egzaminy poszły naprawdę dobrze. W międzyczasie obchodziłam swoje szesnaste urodziny.
5. Maj
Wypad do kina, jedyny raz w 2018, ale za to na świetny film: Prawda czy wyzwanie.
6. Czerwiec
Kończyłam gimnazjum, na co nie mogłam się już doczekać, ale teraz wracam myślami do tego czasu dosyć często.
Dzień po zakończeniu roku miałam przyjemność wziąć udział w wyjeździe do urokliwego Nałęczowa, gdzie miało miejsce podsumowanie pierwszego roku zajęć literackich. Spacer w deszczu też miał swój klimacik :)


7. Lipiec
Dwa wyjazdy, jeden kierunek.
Najpierw wyjazd do Zakopanego z moim oddziałem KSM i zdobycie między innymi Kasprowego Wierchu.
Następnie cztery dni w Bieszczadach. Różnorodność krajobrazów, pogody, temperatury i atrakcji :)
8. Sierpień
Zlot fanów Moniki Oleksy w Lublinie. Fantastyczny czas, genialni ludzie.
9. Wrzesień
Rozpoczęcie nauki w Liceum. Przeniesienie części swojej codzienności w inne miejsce. Niedługo minie pierwsze półrocze, a ja nie mogę pojąć jak ten czas pędzi.
10. Październik
Miesiąc fajnych wyjść, mimo że niedalekich. Pogaduchy, kawiarnia, dobre ciacho. Do tego wyjazd do pobliskiego parku i zrobienie świetnych jesiennych fotek w różnych odsłonach.
11. Listopad
Czas bardzo intensywny i to nie do końca w ten sposób w jaki bym chciała, bo pełen nauki. Ogrom sprawdzianów, kartkówek, zaliczeń, ale dało się. I takie momenty pokazują, że mogę wiele, jestem w stanie osiągnąć to co mogę, nawet jeśli grafik jest napięty.
12. Grudzień
Czas robienia zdjęć do grudniownika, przygotowań do świąt. Planowanie dekoracji, ćwiczenie kolęd na gitarze. A później Sylwester. Kolejne dekoracje, pyszne ciastka, które udało mi się upiec. Kilkanaście dni odpoczynku, mimo że aktywnego, to przynoszącego efekty.
To tak lecąc po kalendarzu. W międzyczasie działo się wiele rzeczy "międzymiesięcznych" czyli to, co realizowałam na przestrzeni czasu, często przez cały rok. Czyli nie dało się zapomnieć o noworocznych planach spisanych na początku 2018 roku.

  • Na blogu pojawiły się 34 wpisy
  • Byłam na pięciu wycieczkach rowerowych
  • Przebiegłam łącznie 58 kilometrów
  • Byłam w kinie na horrorze
  • Rozpoczęłam pracę nad dłuższą formą literacką
  • Ponad 180 razy trenowałam
  • 240 razy odbyłam praktykę jogi
  • 150 razy wzięłam fajne śniadanie do szkoły
  • Narysowałam 35 rysunków
  • Nauczyłam się grać 9 nowych piosenek na gitarze i większą część Nothing else Matter
  • Byłam w dwóch świetnych kawiarniach i jednej nieco mniej
  • Podszkoliłam swój wokal, mimo że do dobrego to mu jeszcze dużo brakuje
  • Ukończyłam gimnazjum ze średnią 5,83
  • Przyswoiłam poprzez aplikację ponad 1400 nowych słów z czterech różnych języków
  • Zrobiłam album ze zdjęciami z wakacji
  • Pozowałam do wielu zdjęć, między innymi na ruinach zamku, urokliwym moście, jabłoniowym sadzie, czy na tle zachodzącego słońca
  • Trzymałam się rozsądnej diety, straciłam troszkę w obwodach i stałam się bardziej rozciągnięta
  • Obejrzałam 50 filmów
  • Przeczytałam 45 książek



Jak tak sobie teraz to wypisuję, to jestem w stanie stwierdzić, że całkiem niezły był ten rok. Działo się, a ja lubię jak się dzieje. Na ten rok mam również sporo planów, może na razie nie jakiś wielkich, bo na żaden genialny plan jeszcze nie udało mi się wpaść, ale wszystko może się zdarzyć. Wiele z wydarzeń minionego roku miało miejsce niespodziewanie, nie planowałam ich na początku roku. W tym roku na pewno chcę więcej wychodzić do ludzi, spotykać się ze znajomymi, poznawać nowe miejsca, tworzyć nowe zdjęcia, stylizacje, rysunki, biżuterię, gotować, ćwiczyć, uczyć się nowych rzeczy.


Dzisiejszy wpis jest opatrzony ostatnimi zdjęciami roku 2018 i pierwszymi 2019. Czyli kilka migawek z Sylwestra i pierwsze podejście do fotografowania fajerwerków. 

sobota, 5 stycznia 2019

Serialowisko #3 - Pamiętniki Wampirów

Trzeci wpis z serii typowo serialowej. Tym razem trochę bardziej na świeżo, bo ostatni serial skończyłam gdzieś na przełomie listopada i grudnia. Mowa oczywiście o Pamiętnikach Wampirach, czyli amerykańskim Vampire Diaries.



Rozpoczęłam dawno temu, no może dwa i pół roku to nie tak dawno, ale po kilku odcinkach postawiłam na zaczęte równolegle Słodkie Kłamstewka. Pamiętniki musiały poczekać na swoją kolej i tak rok 2018 upłynął mi w serialowym znaczeniu pod ich tytułem wydarzeń z Mystic Falls, czyli miejscu gdzie rozgrywa się większość scen. Mamy do dyspozycji 8 sezonów, czyli 171 odcinków. Od początku w naszym Wampirowie mamy do czynienia z kilkoma głównymi bohaterami.

  • Po pierwsze Elena, główna bohaterka, grana przez Ninę Dobrev. Początkowo licealistka, później studentka uniwersytetu. Śliczna brunetka, która jest tym dobrym słoneczkiem. Człowiekiem, który czyni żywych i nieumarłych nieco lepszymi, bardziej ludzkimi, miłymi i pomocnymi. Jest inteligentna, ale też odważna. Za rodzinę i przyjaciół oddałaby życie. Po części dlatego, że tak wiele jej już straciła. Wychowuje się bowiem razem z bratem pod okiem ciotki, po tym jak rodzice zmarli w wypadku samochodowym. 
  • Nasza piękna, śliczna Elena zostaje postawiona naprzeciw Stefana. W liceum pojawia się nowy uczeń, niby nic wielkiego. Ale w tym przypadku ma on ponad 100 lat i pragnienie krwi, choć stroni od ludzkiej, przynajmniej do czasu. Można powiedzieć, że dobry spośród tych złych, chociaż Ci źli też z czasem dużo zyskują. A Ci naprawdę źli jakimś cudem szybko dostają kołkiem w serce. Wie jakim niebezpieczeństwem może być dla człowieka bliższa znajomość ze światem nocy. Mimo to nie może oprzeć się Elenie. Dziewczyna prędzej czy później musi się dowiedzieć o przypadłości swojego chłopaka i o jego bagażu z przeszłości. I nie mowa tu tylko o doświadczeniach i popełnionych złych czynach, ale też o starszym bracie.
  • Damon, bo o nim tu mowa pojawia się jak zazwyczaj. Czyli nieproszony, niezapowiedziany i niemile widziany i oczywiście na przekór całemu światu zostaje w swoim domu w Mystic Falls i sieje zamęt. Przeszkadza, knuje i szelmowsko się uśmiecha. Jest złośliwy, ale potrafi się też martwić o bliskich, a za murem który wokół siebie zbudował kryje się naprawdę dobra osoba. Z każdą chwilą coraz lepsza. 

  • Elena jak typowa amerykańska super dziewczyna, cheerleaderka musi mieć swoją paczkę przyjaciółek. I ma dwie. Pierwsza jest Caroline. Blondynka, która jeszcze w podstawówce zaplanowała swój idealny ślub, romantyczka i jednocześnie ktoś, kto nie da sobie w kaszę dmuchać.
  • Trzecia z paczki jest Bonnie. Brunetka o drobnej sylwetce, ale wielkim sercu i odwadze. Odkrywa swoje zdolności magiczne i z czasem coraz bardziej je rozwija. Z czasem zaprzyjaźnia się z Damonem i potrafią stworzyć oni całkiem niezły duet. 

To nasz punkt wyjścia w serialu, piątka bohaterów, którzy towarzyszą nam praktycznie od początku do końca. Możemy obserwować ich zachowania, przemiany, rodzące się uczucia. A tych nie zabraknie. Jak wiadomo każdy z nich "musi" zgodnie z definicją serialu stworzyć związek z kilkoma różnymi osobami, ale w zasadzie po to aby znaleźć tą jedną jedyną, jemu przypisaną.
Mieszkańcy Mystic Falls natrafią na niejedną przeszkodę, niejedną wrogą osobę i wiele niebezpieczeństw. Będą też poznawać tajemnice swoje nawzajem, ale i swoich własnych rodzin. W pewnym momencie istotna staje się rodzina pierwotnych wampirów - Mikealsonów, którzy sieją niemały zamęt, są bardzo silni i niebezpieczni, ale jak się okazuje można nawet z nimi znaleźć nić porozumienia, a nawet przyjaźni. (Dokładniej ich dzieje ukazane są w The Originals, o którym już wkrótce). Więc pojawiają się Klaus, Elijah, Rebeca, Kol i Finn, a także Mikael i Esther. W dalszej części poznajemy Sabat Bliźniąt, czyli kilkoro Czarowników, a także pojawiają się wilkołaki, czyli kolejne istoty nadprzyrodzone. 


Ilość Wampirów zaczyna przewyższać po pewnym czasie liczbę ludzi, ale w sumie aby przeżyć w tym świecie pełnym silnych i nieustraszonych istot też trzeba takim być, a co najmniej umieć się przed nimi obronić.
Pamiętniki Wampirów w pewnym momencie wciągają oglądającego do siebie, powodują, że czujemy się jak uczestnicy wydarzeń i o to chyba w tym wszystkim chodzi. Aby całość była realna w swojej bajkowości. Mimo całej swojej zawiłości, czasem niedociągnięć i skomplikowanej budowie czasoprzestrzeni w serialu, polecam z całego serca. Fanom fantastyki i nie tylko. Bo tak na prawdę, jest to opowieść o miłości, przyjaźni, poświęceniu i procesach jakie zachodzą w psychice człowieka, do czego może się on posunąć i jacy tak w zasadzie jesteśmy,



sobota, 29 grudnia 2018

Nowy Rok 2019. O postanowieniach, podsumowaniach i planach.

Kochani, przed nami ostatnie dni Starego Roku. Później wkroczymy w kolejny, 2019. Muszę przyznać, że dla mnie to jeszcze trochę abstrakcja. Dopiero co snułam plany na najbliższe dwanaście miesięcy a właśnie przyszedł czas ich podsumowania. Co mi się udało bardziej, co trochę mniej. Moja lista zadań na dany rok, za każdym razem jest coraz dłuższa. Tak, zadań. Bo to nie są postanowienia, są to rzeczy które chcę zobaczyć, zrobić, osiągnąć dany próg.


Ile razy słyszeliśmy już, że powiedzenie sobie, "schudnę" lub "zacznę ćwiczyć" albo "nauczę się włoskiego" zazwyczaj nic nie da. Bo zazwyczaj to prawda. Mówienie takimi ogólnikami nie wyznacza nam drogi którą powinniśmy podążać. Nie pokazuje mniejszych celów, które powinniśmy osiągnąć aby zdobyć ten wielki. 


Dlatego na mojej liście znajdują się takie punkty jak pojechać do Warszawy, pójść do kina, zrobić sesję z Lubelskim Zamkiem w tle, poznać 600 nowych hiszpańskich słówek poprzez aplikację, czy dwadzieścia razy w miesiącu poświęcić te kilkanaście minut na praktykę jogi, zrobić album ze zdjęciami wakacyjnymi czy przebiec łącznie 100 kilometrów, choćby to miało oznaczać 50 razy po dwa kilometry. Są to czasami drobiazgi, ale stanowią dla mnie z grubsza wyznacznik tego co chcę robić w danym roku. Pomaga mi to później rozpisać mniej więcej plan roku i miesięczne cele. Wiadomo, nie wszystko się uda, czasem coś totalnie zawalimy, ale nie zniechęcajmy się. Skupmy się na tym co nam się udało. 


Może czegoś nie udało nam się zrealizować w tym roku, ale uda się w następnym. A może na przykład gra na pianinie okazała się totalnie nie dla nas i po prostu odpuśćmy. Ja kiedy patrzę na moją listę napisaną rok temu jestem zadowolona. Mimo iż mogło być lepiej 
to 75-80% z całości udało mi się "odhaczyć". A to chyba dobry wynik. Mimo iż sesja w Ogrodzie Saskim nie wypaliła, a bieganie nie poszło aż tak dobrze jak bym sobie tego życzyła, to skupiam się na tym, że w przyszłym roku może się uda, a w tym zrobiłam wiele innych rzeczy. Obejrzałam wiele świetnych filmów, przeczytałam dużo cudownych książek i poznałam ogrom wspaniałych ludzi. Poprawiłam swój warsztat literacki, zrobiłam tysiące zdjęć, odsłuchałam godziny fantastycznej muzyki i sama się w tym kierunku trochę podszkoliłam.


 Może nie dokonałam żadnego wielkiego odkrycia na skalę światową, to wiele się dowiedziałam o samej sobie, przemyślałam ogrom spraw, wyjaśniłam wiele niejasności w relacjach. Może to wszystko małe rzeczy, ale wszystkie razem stanowią siłę, która pomagała mi działać przez ten rok. Mimo, że czasami nie było siły i odpuszczałam, to wracałam, próbowałam od nowa. Starałam się godzić naukę z pasjami, życie rodzinne z towarzyskim. 


 Każdy sam decyduje czy coś sobie postanawia na nowy rok czy też nie. Jeśli tak, to róbmy to z głową, niech to będą konkrety i droga która nas do nich doprowadzi. Postępujmy zgodnie z samym sobą. Niech te ostatnie dni grudnia będą dla nas czasem odpoczynku, podsumowań, planów na przyszłość i przygotowań do Sylwestra. Czy to w domowym zaciszu, czy na wielkim balu, a może w dresiku przed telewizorem. Grunt żeby powitać Styczeń z uśmiechem na ustach. I tego Wam życzę. 

czwartek, 20 grudnia 2018

Cynamonowe ciasto z jabłkami

Święta za pasem, na ziemi warstwa białego śniegu. Rozpoczęła się bożonarodzeniowa krzątanina. Uwielbiam ten czas, bo ma w sobie wiele magii. To czas sprzątania, gotowania, ale i zimowych spacerów, robienia zdjęć z zaskoczenia, bo takie są najfajniejsze, ubierania choinki i całego domu, przyjmowania gości, składania życzeń i snucia noworocznych planów. Wiele się dzieje, różnorakich wydarzeń. Czas pełen niesamowitości, podsumowań i spotkań. Nie mogę się doczekać kiedy w końcu zabrzmi ostatni w tym roku szkolny dzwonek i będę mogła się w pełni oddać czarodziejskiemu klimatowi Bożego Narodzenia. Dzisiaj mam dla Was świąteczny przepis na ciasto. Bardzo łatwe w wykonaniu i szybkie. Pięknie pachnące cynamonem. 



Obieramy i kroimy w kostkę 6 dużych jabłek.
Zasypujemy 1 szklanką cukru, mieszamy i odstawiamy na godzinę.
W misce mieszamy 6 jajek, 3 szklanki mąki,
1 szklankę oleju, 2 łyżeczki proszku do pieczenia,
łyżeczkę sody, 2 łyżeczki cynamonu. 


Dodajemy pokrojone jabłka.
Wylewamy ciasto do blachy lub kokilek
i pieczemy w 170 stopniach przez 50 minut.


Na blogu świąteczny klimat przybywa dość późno,
ale przecież od tego mamy nie tylko grudzień,
ale i cały karnawał, więc może nieco przesunięte, ale jest :)

czwartek, 6 grudnia 2018

Jesień da się lubić - jesienna przejażdżka

Podczas gdy w kuchniach powoli pachnie pierniczkami, w salonach pojawiają się choinki, a reklamy od tygodni krzyczą o nadchodzących świętach, śniegu, reniferach i prezentach chcę się zatrzymać nad kończącą się jesienią. Bo tak, grudzień jest super, święta, rodzinka, karp w wannie, ale niektórym może się to "przejeść" i na Wigilię część z nas może mieć już świąt po kokardy bo ma je w głowie od listopada. Tworzenie klimatu a i owszem, ale nie dajmy się ponieść za szybko szaleństwu i nie wyrzucajmy jesieni z głowy jak najszybciej się da, bo to przecież ta najgorsza i najbrzydsza pora roku.

 Bo leje, jest zimno, okropnie i w ogóle najlepiej zapaść w jesienny sen i ominąć te kilka miesięcy, które są tak beznadziejne. Prawda jest taka, że każda pora roku ma swoje plusy i minusy. Ktoś kocha wiosnę za jej zieleń i radosne budzenie się do życia, a ktoś inny jej nie cierpi bo często pada, nadal jest zimno i na dodatek topi się śnieg.


Tak więc planując wypiek świątecznych pierniczków, rozkład dekoracji na wigilijny stół i szykując stylizację z motywem choinek i reniferów jeszcze odrobinę, na chwilę, wracam myślą do wypadu sprzed kilku tygodni, aby niedługo zawitać tu z grudniowym szaleństwem, ale to tak za chwilę. 


Na razie jeszcze odrobina czerwonych liści szeleszczących pod nogami, niebieskiego nieba i słońca grzejącego nos. Poza tym szkoła wyrywa z dnia, tygodnia i miesiąca sporo czasu i niewstawione zdjęcia nie mogą tak czekać na za rok. :)


 Cieszmy się nadchodzącymi świętami, planujmy, ale nie zatraćmy się w tym, bo najważniejsze to kto jest wokół choinki a nie jakie prezenty pod nią, kto siedzi przy stole a nie jak bardzo wyszukane potrawy na nim stoją. 


Wykorzystajmy też te najdłuższe w roku wieczory, na przykład na przeczytanie fajnej książki jak ta lub obejrzenie jednego ze świetnych filmów świątecznych. Temu nawet ja się dałam szybko ponieść, jeśli chcecie polecajki świątecznych produkcji piszcie w komentarzach :) I tak, grudzień jest super, świąteczny klimat też, w końcu dzisiaj Mikołajki :) Tylko nie przesadźmy od razu, tylko może stopniujmy tę radość? A może nie, może dla Was święta mogłyby być przez cały rok i by się nie znudziły?

Jeśli ktoś nie widział - poprzedni wpis. Recenzja książki - Klinika śmierci - Harlana Cobena.

czwartek, 15 listopada 2018

Genialny thriller, czyli Harlan Coben - Klinika Śmierci

Kolejna pozycja od Cobena, czyli Klinika Śmierci. O czym to w ogóle jest? Główni bohaterowie, czyli Sara Lowell i Michael Silverman są małżeństwem. On - znany koszykarz, ona - dziennikarka i prezenterka telewizyjna. Uwielbiani przez media, para idealna. Na dodatek spodziewają się dziecka. Mimo ciężkiej przeszłości są szczęśliwi. Ale oczywiście nie może być tak wspaniale. Spokój tej dwójki burzy niespodziewane trafienie mężczyzny do szpitala. Po dogłębnych badaniach nie ma wątpliwości - AIDS. Michael jest pod doskonałą opieką swojego znajomego - doktora Harvey'a Rikera, więc może cała sytuacja nie wygląda tak źle, zwłaszcza że lekarz zdradza Sarze, że jego zespół jest o krok od odkrycia leku na AIDS, potrzebują tylko jeszcze odrobinę czasu i nieco więcej pieniędzy z budżetu państwa.


Niestety klinika nie jest lubiana wśród różnych środowisk, wielu uważa, że pieniądze przeznaczone na jej rozwój to wyrzucanie ich w błoto. Na domiar złego zostaje zamordowany wspólnik Rikera, a następnie kilku pacjentów. Co oznacza, że w niebezpieczeństwie jest także Sara, Michael, a nawet policjant, który prowadzi dochodzenie w sprawie owych morderstw. 


Trzeba przyznać, że fabuła wydaje się nieco skomplikowana i w sumie taka jest, dlatego wymaga od czytelnika skupienia. Tak zajmuje myśli, że ciężko zadać sobie pytanie kto może być tym szukanym mordercą, łatwo przeoczyć pewne fakty. Na koniec, kiedy znamy już całą prawdę, historia wydaje się niezmiernie logiczna, nawet motyw. Nawet jeżeli szaleńczy, to jest w nim sens. Jak zawsze trzyma w napięciu i chce się czytać dalej. 


Mimo swoich pokaźnych rozmiarów, czyta się ją bardzo szybko. Mam wrażenie, że każda kolejna książka od Cobena jest lepsza niż poprzednia. Tak było i tym razem. Klinika Śmierci rozłożyła wszystkie poprzednie na łopatki. Czytałam już Sześć lat późniejNieznajomego i Już mnie nie oszukasz. Na razie "Klinika" wygrywa. Trzeba przyznać, że Harlan Coben ma swój styl i wszystkie jego książki z jakimi się zetknęłam mają wspólny mianownik. Mi to jednak nie przeszkadza i mi się nie nudzi. Ta pozycja jest godna polecenia w stu procentach. 

środa, 17 października 2018

W jabłoniowym sadzie

Jesień tworzy z latem najpiękniejsze połączenie w ciągu ostatnich dni. Ciepła pogoda, piękne słońce, bezchmurne niebo, złoto na drzewach i pod nogami. Do pełni szczęścia brakuje tylko nieco dłuższego dnia, aby się tym wszystkim nacieszyć. Dlatego fotografuję ile się da, bo z roku na rok jesień przekonuje mnie do siebie coraz bardziej. W tym roku jak na razie przemawia do mnie piękna pogoda, widoki i słoneczko. 


 A z drugiej strony już nie mogę się doczekać klimatycznych wieczorów pod kocem, z książką w ręce lub kolejnym odcinkiem serialu włączonego na laptopie. 


 Aura za oknem jakoś jeszcze mi nie pasuje do takich długich relaksujących wieczorów z jesiennymi wibracjami w tle. Ale ta typowa jesień też jeszcze przyjdzie i zatęsknię za tą letnią i ciepłą. 


 Moje planowanie czasu, codzienne wyzwania i zadania do wykonania stają ostatnimi czasy przed niezłą próbą, bo liceum bywa nieprzewidywalne i do wielu rzeczy muszę się przyzwyczaić, niektóre przestroić. Często trzeba stawiać sobie konkretniejsze priorytety niż wcześniej. Bo może czasu wystarczy tylko na trzy rzeczy nie na sześć, a może tylko na jedną i reszta na dzień czy dwa będzie musiała pójść na chwilę w odstawkę, bo coś musimy zrobić na już, na teraz. 


 Ciągle szukam balansu i rozwijam umiejętności planowania, wyłuskiwania rzeczy najważniejszych w danym momencie i nie marnowania czasu. Polecam czytanie w autobusie :) 


 Nie zapominajmy o drobnych przyjemnościach, relaksie i odpuszczaniu we właściwym momencie. Dlatego teraz, ze śwież pomalowanymi paznokciami zapraszam Was do sadu. Miejsca, które znam od zawsze. Byłam tam setki razy a dopiero ostatnio spojrzałam na te drzewa oblepione jabłkami trochę inaczej i wiedziałam, że muszę tam urządzić sesję, bo jest w tym jakaś magia. 


 Na sobie mam  swetrową, ciemną sukienkę, zakolanówki, które ostatnio na powrót polubiłam i botki na obcasie, które służą mi bardzo dobrze i są mega wygodne. 


 Co do makijażu jedyną nowością jest turkusowa kredka zdobiąca moje oczy. Jest w Wibo i kosztowała na prawdę grosze, a daje super efekt. Na ustach pomadka nude z Biedronki. Bardzo spoko jak na swoją niską cenę.


 Kolejna sesja w z pozory zwyczajnym miejscu, ale jedna z moich ulubionych, bo coś jest w tych zdjęciach, co do mnie przemawia. :)


Na  ramionach szal w odcieniach szarości. Zakupiony w Pepco rok temu.


Na tym kończy się ten pierwszy jesienny wpis a ja powracam
do blogowego świata. Pozdrawiam jabłuszkowo :)