poniedziałek, 30 września 2019

Druga klasa liceum.

O tym jak trafiłam do mojej obecnej szkoły pisałam w tym wpisie. Aktualnie jestem licealistką od ponad roku i wiecie co? Jest sto razy lepiej niż podejrzewałam, że będzie. Pierwszy rok był na pewno łatwiejszy dla mnie pod względem nauki niż trzecia klasa gimnazjum. Mimo, że przedmiotów było bardzo dużo i czasami trzeba było mocno pocisnąć. Zwłaszcza na koniec, jeśli chciało się mieć satysfakcjonujące oceny. Ale nadal było bardzo okej pod względem nauki. Jak pisałam rok temu, do szkoły szłam nie znając nikogo z klasy, ale miałam niewiarygodne szczęście do osób w klasie. Bo jest nas dużo, 33 osoby, ale sprawia to, że stosunkowo łatwo znaleźć było tych ludzi z którymi się najbardziej dogadałam, z którymi najwięcej mnie łączy. Tak, moja droga klaso II f, jesteście najlepsi :). W tym roku przedmiotów zostało w moim przypadku dziewięć, ale prawie połowa to lekcje typu w-f czy przyroda, więc typowo do uczenia się mam pięć przedmiotów.


Angielski i hiszpański, po sześć godzin, co momentami jest moim przekleństwem. Tak, mówię to będąc na lingwistyce, bo moja miłość do angielskiego się nieco wypaliła albo przechodzi gorszy moment. Ale stanowi to swego rodzaju wyzwanie, żeby nie było zbyt łatwo. Do tego zaczęłam rozszerzenie z historii i czasem trzeba mieć niezłe tempo w przyswajaniu wiedzy, ale lubię historię, z roku na rok bardziej, więc jak najbardziej na plus. Do tego polski na poziomie niby podstawowym, ale realizujemy w zasadzie rozszerzenie, więc niezmiernie się cieszę, choć wymaga to nieco więcej przeczytanych lektur. Ale przeczytałam Lalkę, przeczytam wszystko. Jedyne czego mi nieco brakuje, to matematyka. Te trzy godziny to trochę za mało. Tak, rok temu byłam innego zdania. Tylko że prawda jest taka, że na każdym profilu czegoś byłoby za mało. Zachłanna na wiedzę się zrobiłam przez ten rok :) Ciekawa wszystkiego. Nawet matematyki. Co ciekawe w pierwszej klasie polubiłam fizykę, a każdy kto mnie zna z gimnazjum wiedział że zawsze z tym przedmiotem było mi pod górkę. 


Tak więc jak na razie drugi rok w liceum zapowiada się lżej niż pierwszy. Przede wszystkim dlatego, że jest znacznie mniej przedmiotów. Nawet jeśli trzeba się na nie nieco więcej uczyć czy robić więcej zadań. Mimo, że często się na coś denerwuję, przeklinam czasy angielskie i średniowieczne treny, nie zamieniłabym na inną ani szkoły ani profilu. Nawet jeżeli moja miłość do języków nie jest tak wielka jak była i nie wiążę z nimi stricte przyszłości, tylko jako dodatek. Użyteczny dodatek. 


Czytając wpis z tamtego roku, widzę jak wiele się zmieniło, ale także dochodzę do wniosku, że fajnie ten tekst mieć, dlatego powstaje kolejny taki. Niektóre rzeczy zostają podobne, jak to, że nadal uważam, że warto być optymistą w życiu. Ten ostatni rok był przełomowy, ale widzę to dopiero teraz, kiedy patrzę na to z perspektywy. Dostrzegam jak wiele się zmieniło. Głównie na lepsze. Bo zmiany są dobre. :)

piątek, 20 września 2019

Letnia sesja zdjęciowa nad wodą

Podczas gdy powoli zaczyna się sezon na liście, kasztany, kocyk i wieczór z serialem lub książką, ja jeszcze trwam pomiędzy latem a jesienią, tak jak aktualna pogoda i całkiem mi z tym dobrze. Dlatego dzisiaj jeszcze letnia sesja znad rzeki.


Wspomnienie chwil kiedy było gorąco i wakacyjnie. Zdjęcia wykonane zostały ponad rok temu, ale jeszcze nie miały okazji ujrzeć światła dziennego, dlatego dzisiaj się to zmienia. 


Zawsze zanim opublikuję letnie sesje staje się jesień i już nijak nie pasują do aury za oknem. A w folderach jeszcze wiele czeka na swój moment. Miejsce z drewnianym mostkiem możecie kojarzyć z poprzednich wpisów, czasem już się pojawiał na fotografiach. 


Jest to przepiękna miejscówka na sesje, więc z tego korzystam. Gra światła po południu czaruje. Czysta magia. Na stylówkę składa się  jasna bluzka zakończona na dole frędzelkami długa beżowa spódnica lub jeansowe spodenki. 


Do tego łososiowe płaskie sandałki utworzone przez plecione paseczki. Powrót do zdjęć sprzed roku jest ciekawym doświadczeniem, można zauważyć jak zmienił się nasz sposób pozowania, mimika, układ ciała, ale również wygląd.



 W moim przypadku główną różnicę stanowią włosy, które są teraz znacznie dłuższe, a bordo na końcówkach zastąpił inny kolor. 


Bardzo lubię tą sesję, uważam że efekty są super. Uwielbiam jasne kadry 
na których gra światło. Zdjęcia pokazujące fajne stylówki, ubrania i ludzi.
Dajcie znać co sądzicie :) Już jesienne nastawienie czy jednak nadal letnie?

czwartek, 12 września 2019

Lubelska Noc Kultury

Co roku mniej więcej na początku czerwca w Lublinie ma miejsce noc inna niż wszystkie pozostałe. Na ulicach miasta słychać dźwięki instrumentów i śpiew. Na każdym rogu znajdujemy grupy teatralne, muzyków, akrobatów, tancerzy. W tym roku można było również na przykład wziąć udział w koncercie gry na Glass Harmonice, Pokazach w Muzeum Cebularza czy zwiedzić Izbę Drukarstwa. 


Co kilka kroków można było usłyszeć świetne zespoły, które wykonywały zarówno covery jak i własne utwory, nie ograniczając się jedynie do gitar, perkusji i pianina, ale wplatając również w występy na przykład instrumenty smyczkowe. 


Całe centrum było pięknie ozdobione wszelkiego rodzaju instalacjami, rozświetlone. Co dawało niesamowity efekt.
 

Tegoroczna Noc Kultury miała temat "Miastopowieść", więc było bardzo dużo odniesień do książek, słów czy liter właśnie. Wiele z takich ozdób można zobaczyć do teraz na Starym Mieście Lublina.


Tutaj coś co na co dzień znajduje się w jednej z bocznych uliczek w centrum, a mianowicie palindromy. Zdania, które można czytać zarówno od lewej jak i od prawej strony.


Świetna instalacja z książek i balonów, która była główną atrakcją, stanowiła pracę dyplomową jednej z Lublinianek.
Noc Kultury jest tylko raz w roku i naprawdę warto się wybrać. Niesamowicie jest poznawać miasto od tej żywej, kolorowej strony, zobaczyć piękne rzeczy, cudowne wykony i występy. 
Nawet przepychanie się w tłumie ludzi miało swój urok. Serdecznie Was zapraszam w przyszłym roku :)
A może ktoś był ostatnio? Jak wrażenia?

wtorek, 3 września 2019

Dlaczego cała płyta góruje nad singlem?

Nowy rok szkolny, nowe zadania, nowe wyzwania, umiejętności. Gdzieś w tym wszystkim większości z nas towarzyszy muzyka. W radiu, telefonie. W domu, autobusie, na ulicy. Niektóre piosenki znamy od lat, inne pojawiają się i znikają. Czasem nawet nie znamy tytułu albo wykonawcy danego utworu. Taki stosunek do muzyki ma aktualnie wielu ludzi. Słuchają najbardziej znanych, popularnych kawałków, które po kilku miesiącach ustąpią następnym.


Jednak ja od jakiegoś czasu zaczęłam to zmieniać. Począwszy od tego, że w większości moich ulubionych autorów nie usłyszymy w radiu. Czy to wykonawcy klasyki rocka, często od lat 80. czy 90. czy też młodzi ludzie z pasją i wielkim talentem. Jeśli ktoś się nie zagłębiał w ich twórczość najprawdopodobniej będzie znał tylko dwie czy trzy piosenki danego artysty. 
Cała rzecz dotyczy właśnie tego zagłębienia się w utwory. Jesteśmy bowiem bombardowaniu tymi samymi piosenkami po kilkadziesiąt razy i nawet czasem nie wiemy o czym jest tekst, bo nigdy się na nim nie skupiliśmy się. A tym bardziej nie wiemy jak dany utwór umieszczony jest w kontekście całej płyty.

Często bowiem dopiero gdy przesłuchamy naprawdę słuchając te kilkanaście piosenek z krążka zaczynamy wiedzieć o czym jest całość. Mamy obraz całej sytuacji, historii opowiedzianej za pomocą dźwięków. Zazwyczaj bowiem nie mamy doczynienia z niezwiązanymi ze sobą utworami, tylko stanowią one całość.


Patrząc z drugiej strony, nie po to muzycy tworzyli całą płytę, żebyśmy znali tylko jedną czy dwie piosenki z całego krążka. Zwłaszcza, że wówczas dużo lepiej rozumiemy muzykę, opowiedziane tam emocje i wydarzenia. Wchodzimy w pewnym sensie w osobę, która napisała teksty, które często mają drugie dno, którego warto szukać.
Abstrahując od wszystkiego cała płyta to po prostu więcej muzyki, która jeśli jest dobra oznacza więcej przyjemności dla ucha i duszy :)